Gdy oczy polskiego świata filmu zwrócone są ku Gdyni, Fundacja Przypływ zaprasza do wspólnego dekodowania mitu stuletniego miasta.
Do niedzieli 27 września trwa festiwal sztuki współczesnej Sny o Gdyni.
Festiwal wystartował w czerwcu. Rozproszona wystawa zajęła śródmiejskie pustostany, wnętrze galerii i przestrzeń publiczną. Kuratorka Agata Abramowicz, inspirowana międzywojennym manifestem Rummla „Sen o Gdyni”, wyznaczyła cztery obszary do refleksji o nowoczesnym mieście: mity założycielskie (prezentowane w Galerii Przypływ), miejsce do życia (Żeromskiego 26, Portowa 7), miasto między morzem a lasem (Abrahama 62) oraz utopie i dystopie (Derdowskiego 9–11).
– W ostatnim tygodniu festiwalu chcemy pokazać publiczności, także osobom ze świata filmu, nieoczywiste dzieła i miejsca niedostępne na co dzień. Przyjrzymy się, jak Gdynia jest zapamiętywana i przeżywana przez różne osoby oraz jak sztuka może opowiadać o doświadczeniach, które nie zawsze mieszczą się w oficjalnych narracjach – mówi Agata Abramowicz, pomysłodawczyni festiwalu. – Idealną okazją będzie kuratorskie oprowadzanie w niedzielę 27 września o 13:00 w dawnym foyer YMCA przy ul. Żeromskiego 26.
W weekend 26–27 września w punktach wystawy czekają niespodzianki: instalacja audiowizualna, realizowana pod okiem artysty Adama Witkowskiego, nadpisze dzieła prezentowane w Galerii Przypływ, a w wybranych lokalach będzie można złożyć życzenia mieszkańcom i mieszkankom Gdyni przyszłości z okazji jej 200. urodzin w 2126 roku.
Wystawy można zwiedzać bezpłatnie od środy do piątku w godz. 14:00–18:00 oraz w weekendy w godz. 12:00–18:00.
Jedną z atrakcji festiwalu Sny o Gdyni jest film z 2021 roku „Kro się boi Nataszy?”, którego bohaterką jest Pomnik Wdzięczności Armii Radzieckiej, ochrzczony przez gdynian Nataszą („nie naszą”). Od dziś do obejrzenia na YouTube film C.T. Jaspera i Joanny Malinowskiej pt.: „Kto się wciąż boi Nataszy?” (2026). Film powstawał tego lata, gdy solidarność z osobami uchodźczymi z Ukrainy coraz częściej ustępuje miejsca niechęci, a dawny sowiecki monument staje się symbolem ciężaru wspólnej historii, którą dzielimy z krajami na wschód od Polski.


